12/31/2016

Piosenka noworoczna dla naszych Czytaczy :)

14
Piosenka noworoczna dla naszych Czytaczy :)
W nadchodzącym 2017 roku 
życzymy Wam 
dokładnie tego samego, 
czego Wy nam życzycie :)
PS; I aby Wasza impreza sylwestrowa zakończyła się lepiej niż w piosence :)
**************************
!سنة جديدة سعيدة 
**************************
نيا سال مبارک

**************************
and for Dinesh Nair   
nav varsh ki subhkamna
 

11/02/2016

Czy "Nafta znowu zmieni świat" ?

Czy "Nafta znowu zmieni świat" ?
Myślę, że części z Was nie jest obce stwierdzenie, które niezwykle trafnie ujął w swojej wypowiedzi z 1950r. funkcjonariusz CIA Sherman Kent „Prognozowanie to coś, co robisz, gdy czegoś nie wiesz”.
Lektura książki „Nafta znowu zmieni świat” może drastycznie skorygować Wasz punkt widzenia.
Tytuł jest znaczący, nawiązuje do wydanej w 1936 r publikacji „Nafta rządzi światem” austriackiego pisarza i dziennikarza Antona Zischki, w której autor opisał przemiany, jakie ze sobą niosło przejście wieku „węgla i pary” w erę ropy naftowej.  
Jednak Anton Zischka skoncentrował się na zmianach, które już nastąpiły i nie pokusił się o prognozowanie tego co może nastąpić.
Doktor Tadeusz A. Kisielewski przedstawia najbardziej prawdopodobny rozwój wydarzeń w najbliższym 20-leciu. W swojej książce opiera się na takich publikacjach jak Global Trends 2030: Alternative Worlds wydanej przez Office of the Director of National Intelligence Council, Arab Human Development Reports z 2002 roku (Opportunities – czyli o perspektywach i szansach państw arabskich autorstwa arabskich naukowców) a także na rosyjskich raportach i książkach takich znawców tematu jak Samuel Phillips Huntington czy George Friedman (założyciel i dyrektor generalny Stratfor - prywatnej agencji wywiadu, zwanej „cieniem CIA”, często lepiej analizującej dane i wysnuwającej trafniejsze wnioski niż Central Intelligence Agency).
Prognozowanie wydarzeń w oparciu o wyniki rzetelnych długoletnich badań trendów nie jest bynajmniej wróżeniem z fusów, jak już wcześniej pisałem. Mam trochę inne skojarzenie. Może nie specjalnie naukowe, ale dość wiernie oddające to, jak takie analizy są prowadzone.  Przypomina mi to sytuację, kiedy jakiś człowiek, nie patrząc pod nogi, zbliża do rzuconej na podłoże skórki od banana.
Z dotychczasowych obserwacji wynika, że w większości przypadków, nadepnięcie na wyżej wymienianą skórkę skutkuje spektakularnym upadkiem, rodem ze slapstickowych komedii.
Oczywiście, nie każdy i nie za każdym razem upadnie, ale prawdopodobieństwo takiego zdarzenia jest dość wysokie.
Osobną kwestią jest wyciąganie wniosków z poprzednich poślizgnięć i upadków.
A z tym, szczególnie w Europie,  za dobrze nie jest.  
Książka została napisana trzy lata temu, a już widać, że analizy przeprowadzone przez Autora w oparciu o badania trendów wykonywane przez wymienione powyżej instytuty czy firmy się sprawdzają.
Migracja do Europy na masową skalę czy drastyczny spadek cen ropy naftowej na światowych rynkach oraz ich wpływ na gospodarki zwane przez Autora „naftowymi monokulturami” są już widoczne i w 100% zgodne z przewidywaniami. Łącznie z decyzją o „wojnie cenowej” pomiędzy OPEC a USA, którą Autor uznał za prawie niemożliwą, bo zdecydowanie bardziej szkodzi ona tradycyjnym dostawcom ropy na światowe rynki, niż wydobywającym ropę z łupków Amerykanom, mimo znacznie wyższych cen eksploatacji.
Wynika to z bardzo prostej zależności – dla Stanów Zjednoczonych ropa naftowa jest jednym z licznych dóbr, które produkują i nawet chwilowa nieopłacalność jednej z gałęzi gospodarki nie spowoduje krachu finansowego. Natomiast dla krajów, których głównym źródłem dochodów budżetowych jest sprzedaż kopalin, niekiedy nieprzetworzonych (tak jest np. w przypadku Iranu – jednego z wiodących producentów surowej ropy naftowej, który w wyniku zapóźnienia technologicznego wywołanego embargiem jest….  importerem benzyny) niskie ceny surowca prowadzą do bardzo poważnych konsekwencji. Tutaj za przykład może posłużyć Arabia Saudyjska, która przez lata była  czwartą siłą na świecie. Po konferencji jałtańskiej przez 45 lat monarchia saudyjska była poza USA, ZSRR i Wielką Brytanią najmniej eksponowanym, ale niezmiernie istotnym graczem. Według Autora, to ustalenia poczynione pomiędzy Ronaldem Reaganem a saudyjskim królem Fajsalem doprowadziły do upadku ZSRR, poprzez obniżenie cen ropy naftowej, która w 1980 roku  kosztowała 36$, a dzięki radykalnemu zwiększeniu produkcji przez Arabię Saudyjską spadła do 10$ w 1986 roku.
Saudyjczycy próbują obecnie, również na prośbę Amerykanów, doprowadzić do znaczącego osłabienia Federacji Rosyjskiej. Jednak sytuacja zmieniła się drastycznie na niekorzyść Rijadu, bo tak jak już wspominałem –  w równaniu pojawili się Amerykanie z własną ropą naftową oraz gazem z łupków. Pomimo zdecydowanie wyższych kosztów wydobycia metodą szczelinowania Amerykanie pozostają w grze i są po raz pierwszy od długiego czasu w dużym stopniu samowystarczalni, jeżeli chodzi o źródła energii.
Ta sytuacja, niezmiernie korzystna z punktu widzenia USA, po raz kolejny potwierdziła słuszność sławnej wypowiedzi Henry”ego John”a Temple III,  wicehrabiego Palmerstona:  

 „…To krótkowzroczna polityka przypuszczać, że ten czy inny kraj będzie wiecznym przyjacielem Anglii lub jej wiecznym wrogiem. Nie mamy wiecznych przyjaciół ani wiecznych wrogów. To nasze interesy są wieczne, a naszym obowiązkiem  jest o nie dbać…”.

Z lektury dowiedziałem się, że do wygłoszenia takiej opinii wicehrabiego Palmerstona zainspirował inny polityk – amerykański prezydent George Washington.
Angielski arystokrata odniósł się do słów, których użył Washington w swojej mowie końcowej, po zakończeniu drugiej kadencji na stanowisku prezydenta w 1776 roku  

„…Wielka zasada, którą powinniśmy się kierować, wobec państw obcych polega na rozszerzaniu naszych związków handlowych i utrzymywaniu ich przy minimalnych związkach politycznych.[…] Kraj, który okazuje wobec innego zwyczajową nienawiść lub zwyczajową sympatię jest do pewnego stopnia zniewolony. Jest niewolnikiem swojej wrogości lub sympatii, a każda z nich wystarczy, by sprowadzić go z drogi obowiązków i własnych interesów”.

Uważam, że ten tekst powinien być wygłaszany przed każdym posiedzeniem Sejmu w Rzeczpospolitej, płynie z niego wielka mądrość gwarantująca długotrwały dobrobyt Stanów Zjednoczonych. Każdy kto o tym zapomina, lub co gorsza, jako polityk nie wie o tej filozofii, której USA hołdują po dzień dzisiejszy, jest zwyczajnym amatorem i nie dorósł do pełnienia jakiejkolwiek roli w strukturach decydujących o losach państwa.
Nie korzystając z tej wiedzy Saudyjczycy, wierni sojusznicy USA, znaleźli się obecnie w poważnych tarapatach finansowych, a Amerykanie jakoś nie spieszą się aby w sensowny i konkretny sposób wesprzeć swojego długoletniego partnera. Być może Saudowie nie wiedzieli lub zlekceważyli tę amerykańską filozofię, bo przecież przez ostatnie 45 lat realizowali wspólną politykę, która miała niebagatelny, a właściwie kluczowy,  wpływ na zmiany zachodzące w świecie.
Mimo tak korzystnej dla Stanów Zjednoczonych sytuacji, USA też ma swoją „skórkę od banana” pod nogami. To odejście od „American Creed” (czyli wartości takich jak wolność, demokracja, indywidualizm, równość wobec prawa, konstytucjonalizm oraz własność prywatna) na rzecz ”wielokulturowości” .
Może to doprowadzić do znacznego osłabienia pozycji USA, poprzez brak wspólnego mianownika oraz atomizację społeczeństwa i dryfowanie w kierunku mogącym doprowadzić nawet do rozpadu tego kraju. Przykładem może być ruch Chicano (Amerykanów pochodzenia meksykańskiego) którzy w obecnej sytuacji dążą do „rekolonizacji Ameryki” i oderwanie stanów należących wcześniej do Meksyku.
W ten sposób są również przedstawione problemy, z którymi w konsekwencji globalizacji oraz drastycznych zmian, które zdecydowanie zmieniły globalny układ sił, będą musiały się zmierzyć kraje arabskie, wschodzące gospodarki należące do BRICS  (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny oraz Republika Południowej Afryki), Unia Europejska oraz kraje afrykańskie.
Czy potwierdzą się wszystkie przewidywania?
Oby nie, bo perspektywy dla świata, przedstawione przez doktora Tadeusza A. Kisielewskiego optymistyczne nie są i jeżeli nie nastąpią sugerowane zmiany, to zaczniemy żyć w czasach jeszcze ciekawszych od tych, w których żyjemy.
A jak pewnie wiecie, dla Chińczyków sformułowanie  obyś żył w ciekawych czasach” to nie przysłowie, tylko ciężkie przekleństwo.

Powyższy post ukazał się takze na naszym blogu książkowym "To czytają Saudyjskie Wielbłądy"

Tytuł: Nafta znowu zmieni świat

Autor:
Wydawnictwo: Rebis
Data wydania polskiego: październik 2013
Liczba stron: 272

Książka jest jeszcze dostępna w księgarni internetowej platon24.pl 

 

9/29/2016

Przestańmy uszczęśliwiać świat arabski

23
Przestańmy uszczęśliwiać świat arabski
Jak wiecie od ponad roku prowadzimy blog "To czytają Saudyjskie Wielbłądy". Delektujemy się szelestem papieru zamiast przewijać kolejne strony na czytnikach, więc czytamy dużo, bardzo, bardzo dużo.
Przynajmniej 1/4  recenzowanych przez nas książek poświęcona jest krajom Bliskiego Wschodu i przyznaję, że coraz mniejszą mam ochotę na czytanie kolejnych pozycji traktujących o sytuacji kobiet w krajach arabskich.
Ponieważ nigdy nie mieszkałam w Afganistanie, Libii,  Pakistanie czy Zjednoczonych Emiratach Arabskich odniosę się w tym poście tylko do Arabii Saudyjskiej, a przede wszystkim do ośrodków miejskich w tym kraju. Nie czuję się uprawniona do tego, aby pisać o kobietach żyjących w górskich wioskach na pograniczu z Jemenem bo nigdy tam nie byłam. Jestem też niemal pewna, że  tych rejonów nie odwiedziła także większość publicystów, którzy o sytuacji kobiet w Arabii Saudyjskiej piszą.
Większość autorów / autorek stara się pokazać arabskie kobiety jako bezwolne, całkowicie podporządkowane mężczyznom i w pełni uległe istoty. Nie neguję faktu, że w większości (ale nie we wszystkich [sic!] społeczeństwach arabskich i muzułmańskich na zewnątrz rodzinę reprezentuje mężczyzna. Nie zaprzeczam, że podczas opuszczania Arabii Saudyjskiej mój Mąż dostał SMS-a, że wyjechałam. Tak, prawdą jest, że w Arabii Saudyjskiej kobietom nie wolno prowadzić samochodu i to prawda, że miały miejsce związane z tym faktem protesty.
No i co z tego ?
Czytam o tym, jako o wielkiej sensacji i czymś co urasta do rangi olbrzymiego problemu. Tylko czemu niemal nikt  nie zastanawia się dlaczego tak jest. Dlaczego nie doczytacie jaka była skala tych protestów.
My, ludzie wychowani w kulturze Zachodu wrzucamy wszystkich Arabów do jednego worka, bo... Arab to Arab, muzułmanin to muzułmanin. Nie bierzemy pod uwagę różnic kulturowych i tradycji poszczególnych grup etnicznych, plemion czy klanów. Mamy też zwyczaj uszczęśliwiać wszystkich wokół swoją wizją świata i nie zastanawiamy się nad tym, że ktoś wcale nie musi tego chcieć. 
Pamiętam pełne współczucia uwagi moich koleżanek, które widziały moje zdjęcia w abaji:
"Oj, biedactwo, jak Tobie musi być niewygodnie i gorąco w tej abaji"
Nie, nie było mi gorąco, była uszyta z przewiewnego materiału i stanowiła cholernie wygodne rozwiązanie, kiedy chciałam gdzieś szybko wyjść. Nie musiałam się zastanawiać co ja mam na siebie włożyć. Wystarczyła mi abaja.
Albo pytania czy wszędzie muszę chodzić z Mężem. Nie, nie musiałam chodzić wszędzie z Pawłem. Sama chodziłam na spacery, kiedy był w pracy, sama robiłam zakupy. Podobnie jak wiele Saudyjek i innych muzułmanek mieszkających w Arabii Saudyjskiej. 
Sama szłam na "babskie ploteczki" do moich arabskich koleżanek z Syrii, Jordanii, Arabii Saudyjskiej,  Libanu czy Pakistanu i jakoś nie narzekałyśmy, jak to źle jest kobietom w krajach arabskich.
Dlaczego prawie nikt z Czytelników nie weźmie pod uwagę, że wiele arabskich kobiet bez abaji czułoby się nagich ? Można to porównać do wyjścia Polki w stroju kąpielowym na Marszałkowską czy Al. Jerozolimskie w godzinach szczytu. Jak byście się wtedy czuli ? 
Użalamy się nad tym, że Saudyjki (choć wiele z nich ma prawo jazdy) nie mogą prowadzić samochodu. To wyobraźcie sobie teraz, że na drogi wyjeżdża kilkaset tysięcy nowych niedoświadczonych kierowców, których egzamin uprawniający do prowadzenia samochodu polegał na objechaniu dookoła placu manewrowego i zaparkowaniu. Wyobraźcie sobie, że jedziecie w nocy autostradą, a z przeciwka mija Was jadąca pod prąd Waszym pasem ciężarówka bez świateł. Albo, że przed Waszym nosem,  ktoś z prawego pasa nagle skręca w lewo, nie używając przy tym kierunkowskazów. To jest codzienność na saudyjskich drogach, a ilość wypadków ze skutkiem śmiertelnym jest bardzo wysoka. Do tego weźcie pod uwagę, że bardzo wiele kobiet ma swojego kierowcę. Nadal uważacie, że powinno się jednym dekretem królewskim dopuścić do ruchu drogowego kilkaset tysięcy nowych użytkowników?. Czym to się skończy ? Jeszcze większą ilością wypadów i ludzkich tragedii. 
Takie przykłady można mnożyć. 
Nie zaprzeczam, że kobiety w Arabii Saudyjskiej żyją w dość konserwatywnym środowisku, ale to nie oznacza, że są nieszczęśliwe i uciemiężone. Jestem natomiast zdecydowanie przeciwna jakimkolwiek ingerencjom w kulturę i tradycję poszczególnych narodów, nacji  i plemion.
Do czego doprowadziła obca interwencja w Libii mamy okazję obserwować na bieżąco. 
To my jako ludzie Zachodu położyliśmy podwaliny pod powstanie m.in. Al-Kaidy i Państwa Islamskiego. 
To my, - w tym także tak bardzo kochający wolność Polacy- byliśmy okupantami w Iraku.
Czy to nie dosyć ?
A teraz na swój wzór i podobieństwo chcemy uszczęśliwiać kobiety. 
One są świadome swojej wartości nie mniej niż Europejki, A już na pewno są bardziej świadome niż my swojej kobiecości.
Arabia Saudyjska się zmienia, znacznie szybciej niż większość z nas jest w stanie to sobie wyobrazić. To co w Europie zajmuje 8-10 lat, w Arabii zmienia się w ciągu roku. Olbrzymia w tym zasługa nieżyjącego już króla Abd Allaha ibn Abd al-Aziza Al Su’ud'aktóry m.in. mocno ograniczył uprawnienia Muttawy.
Kobiety pracują zawodowo, także na stanowiskach managerskich, często wspólnie z mężczyznami, choć w firmach są pomieszczenia,, do których wstęp mają wyłącznie kobiety.  Wiele Saudyjek studiuje za granicą, a w swojej ojczyźnie stanowią ponad połowę wszystkich studentów. Mają (choć od niedawna) prawo wyborcze. Zasiadają w Królewskiej Radzie Konsultacyjnej (Majlis Ash-Shura inaczej Shura Council). Potrafią się zorganizować i całkiem skutecznie walczyć o swoje prawa, ale...
Najwygodniej i najłatwiej przedstawiać Królestwo Saudów w negatywnym świetle, bo to kraj niezwykle hermetyczny i niewiele osób jest w stanie to zweryfikować. Tutaj nie przyjadą turyści, bo nie istnieje coś takiego jak wiza turystyczna (wyjątkiem są wizy dla muzułmanów udających się na pielgrzymkę do Mekki). Czytelnicy przyjmą więc za dobrą monetę, wszystko to, co publicysta napisze.
I tak się rodzi "czarna legenda" Królestwa Saudów.

Ps. 
Nie wiem czy Magda z ZEA przeczyta ten post, ale ze wszystkich znanych mi osób, Ona jedna mogłaby napisać szczerze i prawdziwie o życiu rdzennych mieszkańców Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Ps 
Czytelnicy naszego bloga doskonale zapewne wiedzą, że stolicą Arabii Saudyjskiej jest Rijad, a nie Dubaj. Dubaj to jeden z Emiratów Arabskich i nie ma nic wspólnego z Arabią Saudyjską.
Więc proszę, nie piszcie nam, że byliście w Arabii Saudyjskiej, bo byliście w Dubaju.

Ps.
Przyczynkiem do powstania tego posta była bardzo emocjonalna recenzja książki "Bunt. O potrzebie rewolucji seksualnej na Bliskim Wschodzie" na którą trafiłam na  blogu Olgi
Książki, której w przypadku Arabii Saudyjskiej nigdy nie nazwałabym manifestem, gdyż moim zdaniem wyraża jedynie bardzo subiektywne poglądy Autorki. I choć wiele przytoczonych w publikacji przykładów jest prawdziwych, to jednak uważam, że jakakolwiek ingerencja w kulturę krajów Zatoki Perskiej, a zwłaszcza Arabii Saudyjskiej  przyniesie im więcej szkody niż korzyści co zresztą Saudyjki same mocno podkreślają.

Saudyjki na dworcu kolejowym w Dammam
Ze Starym Wielbłądem w Jubail

Moja ulubiona abaja

Saudyjski taksówkarz

Plakat kampanii przeciwko przemocy wobec kobiet
Zubia z córką


9/24/2016

A jednak się zmienia

A jednak się zmienia
Film, który powstał z okazji Święta Flagi w Arabii Saudyjskiej.






9/14/2016

Pamięci Krzysztofa Millera....

Pamięci Krzysztofa Millera....
... najlepszego polskiego fotoreportera wojennego.
Nie zobaczymy już nowych zdjęć
Jego czternasta wojna dobiegła końca
Odszedł 9 września 2016 roku.
Jest z nami, choć już poza kadrem
Fotografowie  nie umierają nigdy


9/05/2016

Jak założyć i prowadzić z powodzeniem restaurację kuchni „fusion” – autorski pomysł Starego Wielbłąda

12
Jak założyć i prowadzić z powodzeniem restaurację kuchni „fusion” – autorski pomysł Starego Wielbłąda
Czasy są takie, że należy szukać jakiegoś ciekawego i inspirującego zajęcia, które zapewni Wam sławę i pieniądze.
Podczas sesji „półliterackiej” wymyśliłem własnogłownie jak zaistnieć w świecie kulinarnych tuzów.
Otóż potrzebne będą:
  • odrobina samozaparcia (niezbędna do uzyskania pozwoleń wszelkiego gatunku i maści, a także innych spraw urzędowych o czym za chwilę), 
  • lokal w rejonie gęsto zaludnionym przez hipsterów, 
  • osoba wspierająca podczas zakupów oraz 
  • kilkumiesięczna podróż po świecie (ale da się to już zrobić dość tanio, wystarczy być cierpliwym i spędzić trochę czasu na którymś z głównych lotnisk europejskich).
Nad pozwoleniami ze wszystkich niezbędnych instytucji rozwodził się nie będę, bo to jest Golgota, którą i tak musicie zaliczyć chcąc otworzyć legalnie nawet przysłowiową budkę z hamburgerami.
Natomiast do otwarcia restauracji z kuchnią „fusion” potrzebujecie odpowiedniego imienia i nazwiska.
I tu polecam Google i hasło” najdziwniejsze imiona męskie/żeńskie" w zależności od płci naturalnej lub jak ma być zupełnie nowocześnie – takiej, jaką uznajecie, że macie.
Ja z listy wybrałem hiszpańskie imię „Covadonga” które ma tę zaletę, że nie musicie kombinować jaką płeć reprezentujecie, bo brzmi równie dobrze dla płci wszystkich.
Teraz skorzystamy z amerykańskiej Mordoksiążki, do wyboru mamy:
Agender, Androgyne, Androgynous, Bigender, Cis, Cisgender, Cis Female, Cis Male, Cis Man Cis Woman Cisgender Female, Cisgender Male… i tak kilkadziesiąt więcej na “ Two-Spirit” zakończywszy.
Ja proponuję “Dwa spirytusy” bo po pierwsze - brzmi nieźle, a że branżowo się przyda, to dlaczego nie ?
Nazwisko wybieramy w analogiczny sposób, ale pamiętajcie, że powinno mieć minimum ze dwa – trzy człony. To niech będzie Monasterio – Eckzentrik.
Czyli komplet już jest od dziś nazywasz się Covadonga Monasterio – Eckzentrik.
To teraz formalności ze zmianą danych osobowych, nowy paszport w łapkę i czas robić zagraniczną karierę.
Do przygotowania dań z tej kuchni dogłębna wiedza kulinarna potrzebna nie jest (czego dowiodę pod koniec tego artykułu) jednak niezbędna jest w CV jakaś renomowana restauracja z paszą tego typu.
Tylko my chcemy być jeszcze bardziej oryginalni, a przez to bardziej konkurencyjni na rynku więc udajemy się na w/w lotnisko i czekamy niecierpliwie na lot, gdzie pasażerów lub klientów biur podróży nie stało i ruszamy na podbój świata.
Najlepiej wylądować w jakimś kraju o egzotycznej nazwie. Tu jednak zalecana jest ostrożność, aby nie pojawić się w kraju, gdzie sami możemy trafić na rożen lub do kociołka, bo podobno i tacy miłośnicy kuchni „fusion” występują na naszej planecie. Wystrzegać się należy np. niektórych regionów Indii, bo z relacji mojego nieocenionego Dinesha wiem, że są tam miejsca gdzie taka, kończąca spektakularną karierę restauratora, przygoda może Was spotkać.
To może bezpieczniej do Tonga, a tam żeby było światowo do stolicy Nuku'alofa.
W Nuku'alofa staramy się o jakąkolwiek pracę w dowolnej restauracji, ważne, żeby dali świadectwo pracy na ładnym papierze (wzór i papier możemy mieć przygotowane w podręcznym bagażu).
Po kilku takich wyprawach na Wyspy Świętego Tomasza i Książęcą, Saint Kitts i Nevis oraz inne Wyspy Bergamuty wracamy syci wrażeń oraz chwały w strony rodzinne.
Teraz już jesteśmy gotowi do otwarcia lokalu. Środki mają być skromne i meble oraz całe wyposażenie nabywamy drogą poszukiwań na okolicznych bogatych śmietnikach, gdzie ludzie metodą „wystawki” pozbywają się z domów zbędnych, a całkiem jeszcze do rzeczy przedmiotów. Dla tych, którzy chcą wersji luksusowej zalecam wypad busem do Skandynawii albo do Niemiec.
Lokal przygotowany, wszelkie pieczątki zebrane, dyplomy z restauracji, w których pracowaliśmy oprawione w ramki i wiszące na poczesnym miejscu na ścianie.
Ale zaraz, pomyślicie pewnie – a gdzie podstawa czyli menu?
A to już całkiem proste. I tu pojawia się postać „asystenta zakupowego”.
Jest to bardzo poważna funkcja, która umożliwi Wam prowadzenie kuchni „fusion” całkowicie bezpiecznie i zgodnie z regułami sztuki.
Osoba taka ma pomagać Wam w omijaniu półek z artykułami nie nadającymi się do spożycia nawet w kuchni „fusion” takimi jak te, które znajdują się w działach „chemia gospodarcza” „kosmetyki” itd.
Zapytacie pewnie „a po cholerę, przecież sam widzę, co kupuję”?
Otóż nie – to byłby podstawowy błąd przy komponowaniu dań.
Do zrobienia zakupów, oprócz oczywiście środków płatniczych, potrzebujecie czarnej, nieprzezroczystej chusty którą zawiązujecie oczy.
Po wejściu do jakiegoś dużego i dobrze zaopatrzonego sklepu typu „Biedronka” czy „Lidl” zawiązujecie sobie tą chustą oczy i wykonujecie ok. 22 obrotów wokół własnej osi w kierunku lewym.
Po zakończeniu tej procedury ruszacie w kierunku półek sklepowych. I do koszyka wkładacie produkty, które wpadną Wam w ręce. Dzielicie koszyk na kilka części i wkładacie tam produkty  ze wszystkich działów spożywczych.
Później, drogą losowania wybieracie po 5- 6 z nich i przygotowujecie potrawę. Również drogą losowania ustalacie co będzie stanowiło podstawę potrawy, z czego będzie sos i dekoracja.
I jeżeli los wrzuci Wam do kociołka na przykład czosnek, filet z dorady, banana i comber z dzika to czosnek może być głównym daniem, a z mięsa zrobić można aksamitny sos udekorowany bananem :-)
Teraz reklama. To poważne zadanie i tylko dobrze przeprowadzona akcja typu „chłyt materkingowy” zagwarantuje Wam sukces.
Należy poszukać jakowyś blogerów kulinarnych, którzy z reguły są mniej niż marnie opłacani i zaprosić ich do swojego lokalu.
Na zapleczu ugościć ich normalnym żarciem w dużych ilościach, o ulubionych trunkach w ilościach hurtowych nie zapomniawszy :-D
I w ten oto sposób tanio, a wykwintnie przebijecie się do świadomości społecznej, bo bloger, który po raz pierwszy od tygodnia zjadł porządny obiad i to za darmochę, będzie Was chwalił pod niebiosa :-D
A teraz wisienka na torcie - najważniejszą zaletą delikatesów kuchni fusion (głównie dla Waszych portfeli) jest ich ilość w potrawie - przykładowo 3 oliwki, 5 wiórków kokosa i mikroskopijnej wielkości kawałek mięsa możecie sprzedać za nie mniej niż 100 - 150 pln
Jeśli posypiecie to jeszcze szczyptą cynamonu to cena powinna wynosić minimum 180 pln - bo to będzie deser.
Nazwy potraw, najlepiej zapożyczyć z języka islandzkiego albo malalajam. Powodów jest kilka. W obu tych językach występują, długie i oryginalne słowa, których nikt poza krajowcami nie jest w stanie prawidłowo wymówić. To bardzo istotne - nikt nie będzie w stanie krytykować Waszych potraw, używając ich nazwy (chyba że będziecie mieli pecha i trafi Wam się hisper rodem z Islandii lub Kerali). 

PS.
Podziwiajcie mój geniusz i filantropię, przecież dzielę się z Wami sekretami udanego biznesu :D

Deser o nazwie Glaðar dansandi álfar (radosny taniec elfów). Składniki: nasiona goji, daktyle, sok z grillowanych buraków, czarny miód egipski, mięta, lawenda, przyprawy.
Przystawka Lostæti vitlaus úlfalda (smakołyk szalonego Wielbłada). Składniki: galaretka z malin, olej kokosowy rafinowany, smalec gęsi, mus gruszkowy, chipsy z leśnych grzybów, przyprawy.


8/31/2016

Wygraj "Sekrety księżniczki" i czytaj z Wielbłądami

Wygraj "Sekrety księżniczki" i czytaj z Wielbłądami
Wygraj książkę "Sekrety księżniczki.
Prawdziwa opowieść saudyjskiej księżniczki o sile i słabości arabskich kobiet
" autorstwa Jean Sasson
i.... czytaj z Wielbłądami :)
Zapraszamy do udziału w konkursie książkowym na naszym blogu 
"To czytają Saudyjskie Wielbłądy"


8/27/2016

Ewolucja muzyki arabskiej :)

Ewolucja muzyki arabskiej :)





8/17/2016

Afganistan, literatura "kobieca" i.... ksenofobia

Afganistan,  literatura "kobieca" i.... ksenofobia
Ci z Was,którzy odwiedzają nasz blog "To czytają Saudyjskie Wielbłądy" doskonale wiedzą, że tak zwana. "literatura kobieca" nie gości zbyt często na naszych stronach. Wyjątek stanowiły książki osadzone w realiach Arabii Saudyjskiej.
Jakiś czas temu po sugestii Ani L-K zdecydowaliśmy się przeczytać "Afgańską perłę". Napisana przez urodzoną w Stanach Zjednoczonych, w rodzinie afgańskich imigrantów Nadię Hashimi przejmująca historia dwóch kobiet żyjących w tej samej wiosce, ale w odstępach 100 lat doprowadziła nas do pewnych konkluzji. Prawdopodobnie zupełnie odmiennych niż u większości Czytelników, bo dotyczących.... ksenofobii.
Jeśli macie czas i ochotę to zapraszam do dyskusji pod tym linkiem.

Powiązane recenzje:
Chłopczyce z Kabulu. Za kulisami buntu obyczajowego w Afganistanie - Jenny Nordberg

Poniższe zdjęcia wykonał w latach 70-tych w Kabulu   Mohammad Humayon Qayoumi - aktualnie jeden z doradców prezydenta Afganistanu.
Źródło







8/03/2016

Spotkanie z Olą Chrobak – autorką książki Beduinki na Instagramie

21
Spotkanie z Olą Chrobak – autorką książki Beduinki na Instagramie
W ubiegłą sobotę spotkaliśmy się z Olą Chrobak oraz Małgosią z wydawnictwa „Znak" – która wspiera Olę w promowaniu Jej książki w polskich mediach.
Pomiędzy wywiadami m.in. dla „Newsweeka” „Gazety Wyborczej” czy TVN dziewczyny znalazły czas na spotkanie z nami.
Trochę się obawiałem tego spotkania, bo jak wiecie z mojej recenzji „Beduinek” (klik tutaj) nie zgadzałem się z pewnymi tezami Autorki i spodziewałem się konfrontacji :-)
Obawy były jednak całkowicie bezzasadne, gdyż Ola nadzwyczaj dobrze i z dużym poczuciem humoru przyjęła moje uwagi.
Cóż już kiedyś powiedziano, że ”prawdziwa cnota krytyk sienie boi” :-D
Spędziliśmy fajnie kilka godzin, dzieląc się bliskowschodnimi doświadczeniami.
Ola i Gosia są świetnymi słuchaczkami (co jako osobnik o niezamykającym się pysku niezmiernie sobie cenię) i dopiero moja Ola ostudziła moje dyktatorskie zapędy w tej rozmowie.
Czas płynął wartko, a że promocja książki to ciężki kawałek chleba nasze spotkanie zakończyliśmy z poczuciem niedosytu….. jak już wspominałem po kilku godzinach :-D
Mam nadzieję na kolejne sesje w tym gronie, bo czułem się w tym towarzystwie niczym wśród starych znajomych :-D

"Nasze" dziewczyny w przerwie między wywiadami - po lewej Gosia, po prawej Ola Chrobak



7/26/2016

Wojna cywilizacji czy cywilizacja wojny

13
Wojna cywilizacji czy cywilizacja wojny
Zauważyłam, że od pewnego czasu,  kiedy robię swój mały przegląd aktualności ze świata zaczynam  szukać w mediach informacji o.... zamachach. Wspomniałam wczoraj o tym Wielbłądowi.
No cóż mamy chyba powrót do lat 70-tych - podsumował
Akty terroru stają się naszą codziennością. Na razie jeszcze mają miejsce poza granicami Polski, ale patrząc na mapę wyraźnie widać, że do przekroczenia "cienkiej czerwonej linii" wcale nie jest tak daleko.
Hiszpania, Belgia, Wielka Brytania, Francja, teraz Niemcy.
Kto następny ?
Jakie są szanse na zminimalizowanie potencjalnego zagrożenia ?
Tak, wiem - wszystkie te kraje mają znaczący odsetek imigrantów z krajów o innej kulturze.
Tak, wiem - wiele tych aktów terroru to dzieło "samotnych wilków" zainspirowanych taką czy inną ideologią.
Ale wiem też, że nie da się ich w pełni kontrolować.
Polska nadal jest krajem, w którym odsetek obcokrajowców jest stosunkowo niski, ale....
Co z Polakami, którzy w imię ideologii postanowią poświecić swoje życie i przy okazji odebrać je innym ?
Czyżby zbliżała się wojna cywilizacji
A może już mamy pełzającą wojnę, tylko boimy się głośno o tym powiedzieć ?
Quo vadis ludzkości ?

Czytałam dziś na Wirtualnej Polsce artykuł  "Mudżahedini znad Wisły – o Polakach walczących w Afganistanie".  Wspierali ich Europejczycy w tym Polacy, szkolili  Amerykanie. Dzisiaj obawiamy się Talibów i Państwa Islamskiego.
Czy poprawność polityczna, mieszanie się w sprawy innych, odległych nam kulturowo narodów nie zmieni za chwilę oblicza świata ?

źródło

7/24/2016

Przemyślenia o narodach

10
Przemyślenia o narodach
Po lekturze  książki Pawła Smoleńskiego "Zielone migdały czyli po co światu Kurdowie", a wcześniej Bartka Sabeli "Wszystkie ziarna piasku" nasunęło nam się kilka refleksji.
Obie książki - zresztą rewelacyjnie napisane, traktują o tym samym problemie - narodach, które w XXI wieku nadal nie doczekały się własnej państwowości.
Kurdowie - żyją obecnie na terenach czterech krajów (Iraku, Iranu, Turcji i Syrii) oraz w rozsianych po świecie diasporach.
Sahrawi, o których już Wam wcześniej pisaliśmy, rozsiani są po obozach w Algierii, niewielki odsetek mieszka także w Mauretanii i Maroku. Kilku, w tym nasz kolega, żyje też w Polsce.
Podczas naszych rozmów pojawiło się więc pytanie:
jakie kryterium przyjąć mówiąc o narodach bezpaństwowców ?
Wolność, autonomia, federacja ? Prawo do samostanowienia ?
Ostatnio - w wyniku wydarzeń takich jak Brexit i dyskusji "co dalej z Wielką Brytanią" pojawiają się kolejne znaki zapytania - co dalej z Irlandią Północną i Szkocją ?
Jakie przyjąć kryteria prawa narodów do samostanowienia  ?
A może nie tylko narodów ? Może grup etnicznych, albo po prostu tych, którzy mają ochotę na rozwód z obecnym "partnerem" jak np. Ruch Autonomii Śląska?
Co jest potrzebne, aby w XXI w. móc się "wypisać" z obecnego układu?
I jak się "dochrapać" międzynarodowego uznania takiego nowego państwa?

W zależności od sympatii politycznych czy narodowościowych - państwa, jakie w powszechnej opinii, powinny się pojawić na mapie, bo ich nieistnienie jest rażącą niesprawiedliwością to przede wszystkim:
- zjednoczone państwo kurdyjskie,
- państwo Sahrawi
- Palestyna
- Tybet.
A może i Tamilowie powinni mieć własne ?
No, ale jeśli Tamilowie to dlaczego nie Ujgurzy i Hawajczycy ?
Co w takim razie co z Abchazami albo Baskami i Katalończykami?
Znajdą się pewnie zwolennicy niepodległości Quebecu, Szkocji i Irlandii Północnej.
A także Katangi, do których ja sam należę :-D
Powiem Wam, że problem nas przerósł i niespecjalnie wiemy jak to ugryźć.
A Wy - macie pomysł ???

PS. Jak widać książki wzbogacają również pożycie małżeńskie - długie godziny rozmów o problemach współczesnego świata.....  bezcenne :)

PS. Powyższa lista państw, jakie powinny zostać uznane na arenie międzynarodowej, nie odzwierciedla bynajmniej naszych sympatii i antypatii, ale pozwólcie, że zachowamy je dla siebie :)

Nasze recenzje wspomnianych wyżej książek są dostępne pod podanymi niżej linkami"
"Zielone migdały czyli po co światu Kurdowie" - Pawła Smoleńskiego
"Wszystkie ziarna piasku" - Bartka Sabeli

Informacje o Lwach Rojavy walczących z ISIS
Nasz wcześniejszy wpis o Sahrawi

Miejsca w Europie, w których występują separatyzmy narodowe

Poniżej pieśń włoskich partyzantów antyfaszystowskich, która powstała niemal 80 lat temu,  a nadal jest śpiewana m.in. przez różne ugrupowania walczące o swoją niepodległość lub przeciwstawiające się obecnej władzy. Doczekała się także wersji arabskiej i kurdyjskiej.




7/18/2016

"Dubaj - prawdziwe oblicze" czyli ja to umiem podpadać :D

"Dubaj - prawdziwe oblicze" czyli ja to umiem podpadać :D
Popełniłem recenzję książki Jacka Pałkiewicza "Dubaj - prawdziwe oblicze".
Napracowałem się solidnie, chyba podpadłem i Autorowi i poprawnie politycznym, więc chcę się z Wami podzielić swoimi przemyśleniami :-)
Recenzję możecie przeczytać tutaj,  a na blogu saudyjskim jak zwykle zapraszam do dyskusji i ewentualnych polemik :-)

Dubaj. Prawdziwe Oblicze
Autor: Jacek Pałkiewicz
Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Gatunek: Literatura podróżnicza

Data wydania: 16 maja 2016
Dubaj - pakistańscy pracownicy sklepu meblarskiego

Dubaj - jedna z ulic

Dubaj - Burdż al-Arab

7/15/2016

O testach osobowości czyli rekrutacje – ciąga dalszy

18
O testach osobowości czyli rekrutacje – ciąga dalszy
Jakaś mania opanowała firmy w Polsce.
Na którymś z etapów rekrutacji pojawiają się testy psychologiczne mające za zadanie określić osobowość kandydata.
I to nawet na poziomie „Safety Professional” żeby było bardziej światowo ( nie ukrywam, że aplikację wysłałem głownie po to, aby się dowiedzieć cóż to jest za zwierz ten „Safety Professional” :-D).
Podczas rozmowy Pani z HR tłumaczyła mi, że to jest wyższe stanowisko, niż specjalista BHP.
Odpowiedziałem, że wyżej w hierarchii od specjalisty, to w zależności od podejścia – jest albo starszy specjalista i główny specjalista (to zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 2 września 1997 r. w sprawie służby bezpieczeństwa i higieny pracy - Dz. U. Nr 109, poz. 704 z późn. zm.) albo, jeżeli patrzymy na szczeble zarządzania, to wyżej jest supervisor, manager, kierownik lub dyrektor BHP.
Jednak nie spierając się o szczegóły – ciekaw jestem do jakiego poziomu w dół idą te testy.
Bo jeżeli należy je przechodzić na poziomie inżynierskim (specjalistycznym) do dlaczego nie pójść dalej i nie zrobić takich testów dla całej załogi – z paniami sprzątającymi włącznie  (żeby nie było - mam ogromny szacunek do Pań sprzątających, bo praca w brudnym biurze byłaby koszmarem)
Drugie pytanie – skąd ta moda przyszła?
Tego typu testy i owszem, robiłem na potrzeby rekrutacji w Katarze, ale tam to były stanowiska najwyższej kadry managerskiej, z dużymi budżetami i zespołami liczącymi kilkadziesiąt osób.
Inna sprawa, że po dziesiątkach telefonów, maili, wypełniania tabelek i testów (nie tylko osobowości bo i testy językowe się trafiały) przychodziła informacja, że projekt został wstrzymany lub zamrożony:-D.
Tak sobie myślałem, że może bezrobotna córka lub młoda kochanka jakiegoś ważnego polskiego Pana Prezesa po psychologii została zatrudniona w jakiejś firmie i moda się rozpełzła po innych Prezesach :-D
Jednak jakieś dwa - trzy dni temu trafiłem na artykuł, w którym znalazłem drugą, nie mniej fascynującą opcję odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie :-D
Otóż, w społeczeństwie funkcjonuje około 1% psychopatów.
Wśród wyższej i najwyższej kadry kierowniczej procent osobników o tym typie osobowości jest…  wyższy i to czterokrotnie.
I tu się pojawia dylemat – szukają „swoich” czy starają się ograniczyć konkurencję ? :-D

źródło

7/08/2016

"W kraju niewidzialnych kobiet"

"W kraju niewidzialnych kobiet"
Tak sobie zacytuję klasyka :)
Będąc młodą lekarką…” ... wyjechałam ze Stanów Zjednoczonych do Arabii Saudyjskiej
Więcej znajdziecie tutaj:)


7/06/2016

„Pokolenie dżihadu” a bieżące wydarzenia w Arabii Saudyjskiej, Iraku, Turcji i Bangladeszu

13
„Pokolenie dżihadu” a bieżące wydarzenia w Arabii Saudyjskiej, Iraku, Turcji i Bangladeszu
Recenzja książki Petry Ramsauer, niemieckojęzycznej reporterki, zajmującej się od 17 lat tematyką bliskowschodnią zbiegła się z ostatnimi zamachami Daesh w czterech państwach. Najbardziej krwawe straty ponieśli Irakijczycy,  jak podają media potwierdzono śmierć 210 osób. 
Petra opisuje fenomen tzw. Państwa Islamskiego jako zjawiska kulturowego, a nie jedynie najpotężniejszej organizacji terrorystycznej w historii. Koncentruje się na tym skąd pochodzą przywódcy, skąd mają broń i pieniądze, w jaki sposób i za czyim cichym przyzwoleniem trafiają na tereny okupowane przez Daesh cudzoziemscy bojownicy. 
Niesamowite jest to, że cytowane analizy różnych ośrodków badawczych, służb specjalnych czy think-tanków pracujących na rzecz rządów krajów Zachodu podają mnóstwo szczegółów oraz proponują rozwiązania, ograniczające popularność „pop-dżihadyzmu”.  Informują jakie organizacje czy akcje prowadzone np. przez salafitów w Niemczech czy Austrii prowadzą do radykalizacji nastrojów. 
I …   nikt z decydentów nie przykłada do tego należytej uwagi.
Nadal tolerowana jest akcja „Czytaj” i rozdawanie egzemplarzy Koranu w niemieckich miastach.
Niby w rozdawnictwie świętych tekstów nie ma nic zdrożnego, chodzi jednak o indoktrynację, która podąża za tym darem.
Efektem jest zwiększona ilość chętnych do udziału w „dziele bożym” jakim jest działalność ISIS.
Mylące jest, moim zdaniem,  używanie przez Autorkę poprawnego politycznie określania narodowości „europejskich” dżihadystów.
Niestety, przestało już obowiązywać Ius Sanguinis i dlatego każdy, kto urodzi się w stajni automatycznie zostaje koniem.
Niemniej jednak procent konwertytów będących w kręgu zainteresowań ISIS jest znaczący.
Dlaczego? Na przykład szacuje się, że w samych Włoszech żyje ok. 30,000 rdzennych Włochów, którzy przeszli na islam. 
Wystarczy bowiem tylko garstka z nich, przekonana do idei Państw Islamskiego i służby bezpieczeństwa stają się praktycznie bezradne – niczym się nie wyróżniają i nie stanowią obiektu zainteresowań stosownych organów państwowych.
W Niemczech Pierre Vogel oraz Sven Lau są przykładami postaci, bez których działalność werbowników ISIS byłaby utrudniona.
Do tego świetnie funkcjonujące działania w Internecie znane jako „Dżihad 3.0” oraz znakomicie przygotowane podręczniki werbunkowe, nad którymi pracowali eksperci służb specjalnych …  Saddama Husseina, bezrobotni po „genialnej"  decyzji amerykańskiego administratora cywilnego w Iraku - Lewisa Paula Bremera III . 
Tak naprawdę „ojcami chrzestnymi"  ISIS są państwa NATO, w tym niestety Polska, które obaliły reżim iracki nie mając pomysłu na to, co dalej.
A teraz, jakby tego, co wcześniej, było mało - należy walczyć z reżimem Baszszara Hafiza al-Asada. 
Również nie mając kompletnie pojęcia co dalej, po Jego ewentualnym upadku.
Na razie doprowadziło to do powstania państwa Daesh, które jest podobną utopią jak komunistyczna Kampucza Pol Pota, kosztuje życie i cierpienie wielu milionów ludzi – bo „poddanych” ISIS szacuje się na ok. 8 mln. osób.

Ps.
Książka dostępna w bardzo przyzwoitej cenie w księgarni platon24.pl 

http://platon24.pl/0/?products%5Bstock%5D=%5B0%20TO%20*%5D&products%5Bformats%5D=0&products%5Bavaible_from%5D=0&products%5BsearchTerm%5D=POKOLENIE%20D%C5%BBIHADU

7/06/2016

Eid Mubarak

Eid Mubarak

Have a blessed Eid


في هـذه الأيام المبـاركة ومع قرب إطـلالـة هلال عيـد الفطـر السعيد

يسعدنـي أن أتقـدم لكم وللأسرة الكريمة

بأحـر التهـاني وأصدق الدعـاء أن  يتقبل الله منا ومنكم  الصيام

والقيام وخير الأعمال .

وأن يجعـله عيد فرح وسرور وأن يديم نعمـه عليكم.

وكـل عـام وأنتم بخيـر.
 

6/28/2016

Co sądzicie o Brexicie ? - czyli jak to się skończy i jak się to będzie miało do nas?

28
Co sądzicie o Brexicie ? -  czyli jak to się skończy i jak się to będzie miało do nas?
Anglicy wybrali wolność. I tak właściwie ze wszystkich nacji Union Jacka tylko Oni są w większości za exodusem z UE.
Motywami, a właściwie głównym motywem są źli, zabierający Anglikom pracę imigranci, głównie z Polski.
Fakt, imigranci spoza UE pracy raczej Anglikom nie zabierają -  w większości wolą zasiłki :-D 
Dla angielskich tabloidów jesteśmy wygodnymi chłopcami do bicia, bo pod rasizm trudno to podciągnąć, a i mordy nie obiją policjantowi w polskim getcie lub nie zadźgają żołnierza na ulicy jak się to przydarza bardziej pożądanym niż Polacy przybyszom z Commonwealth.

Moja własna opinia, ale zgadza się z nią dość pokaźna liczba moich znajomych:
Kochani Anglicy: generalnie -  krzyż na drogę i mam nadzieję, że faktycznie sobie pójdziecie w cholerę i będą Wam potrzebne wizy do Szkocji i Zjednoczonej Irlandii, którym jest bardziej po drodze z nami niż z Wami.
Wasza wdzięczność i lojalność jest ogólnie znana, a nazwiska lorda Greya, który życzył Rosjanom "szybkiego stłumienia tego buntu" mając na myśli Powstanie Listopadowe, lorda Robert Cecila, który podczas Powstania Styczniowego twierdził, że "niepodległa Polska to chimera" czy premiera Lloyda Georga podczas ustalania polskich granic po I Wojnie Światowej pamiętamy.
O "życzliwości" w Teheranie w 1943 czy Jałcie w 1945, o wypędzaniu polskich żołnierzy po II Wojnie Światowej też pamiętamy.
Nigdy nie byliście lojalni i nigdy nie będziecie -  taka Wasza natura.
Uwielbiacie swoje "splendid isolation" to się go trzymajcie.
Dlatego żegnamy Was bez żalu, tak jak Waszą reprezentację z Euro 2016.


6/23/2016

Mój sąsiad islamista

12
Mój sąsiad islamista
Miałem spory dylemat czy zamieścić ten post tutaj czy na naszym blogu książkowym.
Pomysł, aby zaprosić Was do dyskusji o islamizacji Europy narodził się po przeczytaniu drugiego wydania książki Marka Orzechowskiego "Mój sąsiad islamista" więc zdecydowaliśmy, że najwłaściwszym miejscem będzie blog "To czytają Saudyjskie Wielbłądy" - link do posta
Ciekaw jestem jakie są Wasze opinie na ten temat i czy zgadzacie się z nami.

Ps.
Jeśli, ktoś chciałby przeczytać książkę (którą serdecznie Wam polecam), to jest ona dostępna m.in. tutaj

http://platon24.pl/ksiazki/moj-sasiad-islamista-tunis-paryz-bruksela-104655/

6/20/2016

Targi Pożarnicze oraz ćwiczenia międzynarodowe w ratownictwie ‘Zorza 2016” część II :-D

Targi Pożarnicze oraz ćwiczenia międzynarodowe w ratownictwie ‘Zorza 2016” część II :-D
Na targi wybrałem się z „pożyczonym” dziecięciem znajomych płci odmiennej,  żeby pokazać, jak wyglądają ćwiczenia i przygotowania do ćwiczeń dla studentów SGSP, a także podnieść ogólną wiedzę pożarniczą wyżej wymienionego młodego stwora.
Marta jest sympatyczną (choć nie ukrywajmy - tylko kiedy ma na to nastrój) nastolatką i całkiem fajnym kompanem tego typu wypraw.
Była co najmniej zaskoczona tym, że w Państwowej Straży Pożarnej oficerami – wykładowcami są również kobiety.
Będące w dodatku bardzo atrakcyjnymi niewiastami :-D
Na Marcie największe wrażenie zrobiły dwie z moich koleżanek - st. kapitan Karina oraz mł. kapitan Gosia.
Karina jest świetnym specjalistą w zakresie ratownictwa medycznego oraz ratownictwa technicznego.
Ćwiczenia i zadania z którymi musieli się zmierzyć młodzi adepci sztuki pożarniczej nie należą do najłatwiejszych, jeżeli są przygotowane przez Karinę :-D
Młoda wiekiem, ale bardzo doświadczona jako instruktor st.kapitan Karina daje ostro popalić studentom,  jednak traktuje ich po partnersku i ingeruje tylko w momentach błędów krytycznych, które w realu mogłyby sprowadzić zagrożenie zarówno dla ratowników jak i ratowanych.
Idolką Marty jest mł.kapitan Gosia – praktyk i nauczyciel akademicki w obszarze ratownictwa chemiczno-ekologicznego. Ta eteryczna, śliczna blondynka została ochrzczona mianem „wielkiego dzika”, kiedy okiełznywała nieco zbyt rozbrykanych studentów. Większych od siebie ze dwa razy :-D
Generalnie Gosia jest przesympatyczna i uśmiechnięta, ale podobnie jak Karina nie toleruje żadnych radosnych zachowań podczas zajęć praktycznych. Po zakończeniu ćwiczeń znowu zobaczycie dwie urocze, atrakcyjne dziewczyny, pełne życzliwości i ciepła w stosunku do otaczającej rzeczywistości. Jednak podczas zajęć poligonowych - zgodnie ze starymi zasadami wojskowymi obie panie stosują formułę „im więcej potu na poligonie tym mniej krwi w boju”.
A potu w ubraniach gazoszczelnych nie brakuje, bo przy panujących w tym czasie temperaturach basen z własnego potu trenujący mają nie tylko w butach ale i…w gumowych rękawicach.
Dzięki temu, że widzów nie było zbyt dużo skorzystaliśmy z uprzejmości prowadzących zajęcia i mogliśmy oboje być praktycznie w samym centrum wydarzeń, oczywiście przestrzegając wszelkich reguł bezpieczeństwa.
Marta również mogła sprawdzić swoje umiejętności praktyczne z gaszenia, a także udać się w podróż amfibią, której pojedyncze egzemplarze już trafiają do służby w PSP.
Tu chciałem podziękować swoim Koleżankom i Kolegom za umożliwienie udziału w tych ćwiczeniach jako bardzo bliskiemu obserwatorowi.